Tresura pupila
Szkoła dla każdego
autor: kl, dm, ao | 2009-11-02 (14:29)
fot. WP
Nie gryzie, nie ciągnie na smyczy, nawet nie ucieka. To po co właściwie męczyć go jakąś tresurą, komendami, nauką? Przecież będzie szczęśliwszy, żyjąc jak pies, bawiąc się z innymi psami, wąchając krzaczki i szukając rozrywek… jak najdalej od nas.
Tak mniej więcej wygląda powszechne przekonanie o tym, czego chce i potrzebuje pies. Dochodzi do sytuacji, w której człowiek trenujący regularnie z czworonogiem postrzegany jest jako dziwak, niemal sadysta – bo jak można tak dręczyć biedne stworzenie, które na pewno wolałoby sobie pohasać bez tych wszystkich rygorów. Natomiast ten, co puszcza zwierzę samopas i niezbyt się interesuje jego losem, wychodzi na kochającego, pełnego zrozumienia pana, który pozwala pupilowi być naprawdę sobą.
Zadowolone z zajęcia
Stąd właśnie w Polsce stada psów wyprowadzających się samodzielnie na spacery, nieodwoływanych, wreszcie problemowych i agresywnych. Jest to zjawisko niespotykane w takiej skali na Zachodzie Europy, w Stanach Zjednoczonych czy Australii, gdzie powszechna jest codzienna praca z psem i „katowanie” go długimi treningami.
Jednocześnie psy te są znacznie bardziej opanowane, stosunkowo przyjazne i niekłopotliwe dla reszty społeczeństwa. Rzadko jazgoczą jak wściekłe, bo kilkanaście metrów dalej przechodzi inne zwierzę, rzadko wpadają z rozpędu na dzieci, dorosłych, wózki, bo „chcą się tylko przywitać”. Nie – one spacerują wpatrzone w przewodnika, po uzyskaniu pozwolenia chętnie bawią się z innymi czworonogami, co chwilę jednak patrząc w kierunku pana; biegają za piłeczkami, ćwiczą komendy, sztuczki… a na dodatek sprawiają wrażenie zachwyconych tą całą katorgą.
Rzecz jasna łatwiej jest nic z pupilem nie robić, tłumacząc to dbałością o zaspokojenie jego naturalnych instynktów. Autorzy podobnych usprawiedliwień zdają się konsekwentnie zapominać, że psy pracę nie tyle znoszą, co rozpaczliwie jej potrzebują, chcą i wymagają.
Tak mniej więcej wygląda powszechne przekonanie o tym, czego chce i potrzebuje pies. Dochodzi do sytuacji, w której człowiek trenujący regularnie z czworonogiem postrzegany jest jako dziwak, niemal sadysta – bo jak można tak dręczyć biedne stworzenie, które na pewno wolałoby sobie pohasać bez tych wszystkich rygorów. Natomiast ten, co puszcza zwierzę samopas i niezbyt się interesuje jego losem, wychodzi na kochającego, pełnego zrozumienia pana, który pozwala pupilowi być naprawdę sobą.
Zadowolone z zajęcia
Stąd właśnie w Polsce stada psów wyprowadzających się samodzielnie na spacery, nieodwoływanych, wreszcie problemowych i agresywnych. Jest to zjawisko niespotykane w takiej skali na Zachodzie Europy, w Stanach Zjednoczonych czy Australii, gdzie powszechna jest codzienna praca z psem i „katowanie” go długimi treningami.
Jednocześnie psy te są znacznie bardziej opanowane, stosunkowo przyjazne i niekłopotliwe dla reszty społeczeństwa. Rzadko jazgoczą jak wściekłe, bo kilkanaście metrów dalej przechodzi inne zwierzę, rzadko wpadają z rozpędu na dzieci, dorosłych, wózki, bo „chcą się tylko przywitać”. Nie – one spacerują wpatrzone w przewodnika, po uzyskaniu pozwolenia chętnie bawią się z innymi czworonogami, co chwilę jednak patrząc w kierunku pana; biegają za piłeczkami, ćwiczą komendy, sztuczki… a na dodatek sprawiają wrażenie zachwyconych tą całą katorgą.
Rzecz jasna łatwiej jest nic z pupilem nie robić, tłumacząc to dbałością o zaspokojenie jego naturalnych instynktów. Autorzy podobnych usprawiedliwień zdają się konsekwentnie zapominać, że psy pracę nie tyle znoszą, co rozpaczliwie jej potrzebują, chcą i wymagają.


